To be or not to be but why?

Wstajesz rano, otwierasz oczy i zaczyna się. Oślepia cię światło, myśli zaczynają się kotłować, a bicie serca przyspiesza. Osłaniasz twarz dłonią, przeciągasz się, łapiesz połączenie z każdą częścią ciała. Wszystko jest na miejscu. Odruchowo wygrzebujesz się spod kołdry, siadasz na skraju łóżka, wkładasz stopy do kapci i wstajesz na równe nogi.

Pierwsze bum – „znowu”.

Idziesz do kuchni, wstawiasz czajnik z wodą, wyciągasz kubek, do którego wsypujesz dwie łyżki kawy, zerkasz na czajnik. Czekasz. Spoglądasz przez okno, widzisz targane w siatkach zakupy przez ludzi, rozwrzeszczane dzieciaki idące do szkoły, lekko drżące od wiatru liście drzew. Pstryka czajnik, zalewasz kawę, wsypujesz łyżeczkę cukru, mieszasz i dolewasz mleka.

Drugie bum – „znów”.

Bierzesz kubek z kawą, idziesz do łazienki, robisz siku, opuszczasz deskę, myjesz ręce. Patrzysz w lustro. Krzywisz się i szukasz w głowie sposobu, by odezwać się do osoby w odbiciu. To ja. A może Ty? Już nie wiesz. Ale wypada powiedzieć „cześć, to będzie kolejny udany dzień”. A tylko echo w myślach odbija słowa – „taaa, jasne…”. Trzykropek wybrzmiewa głośno, dudniąc tłucze się o ściany czaszki. Uciekasz czym prędzej do pokoju i siadasz w fotelu z ulgą, że może odbicie tego nie zauważyło.